sobota, 20 września 2014

Jesienna wishlista

Jesienne inspiracje: essie, hunter, well dressed by mac, Vikinia, the sims 4, yankee candle, pumpkin spice latte

Zgodnie z filozofią "Sekretu" po raz kolejny podjęłam się wizualizacji moich pragnień. Teraz pozostaje mi tylko siłą umysłu przyciągnąć te piękne rzeczy do siebie, najlepiej jeszcze tej jesieni :) A tak na poważnie to uwielbiam robić te wishlisty, a jeszcze bardziej oglądać je u innych blogerek. Szkoda tylko, że jak coś trafi na listę, to później trudno o takiej pokusie zapomnieć ;)

Tak więc... marzy mi się tej jesieni kurtka puchowa warmpeace Vikinia. Jest niesamowicie cienka, można ją bez problemu zmieścić w torebce. Jest to dobre rozwiązanie na wiosnę i jesień, kiedy nie wiadomo jak się ubrać, z uwagi na duże różnice temperatur. Do tego podoba mi się, że kurtka ma kaptur. Zawsze to jakaś ochrona przed nagłą jesienna ulewą :)

A jeśli już o ulewach mowa, to na kapryśną jesienną aurę nie ma nic lepszego niż wygodne kalosze. Mam już jedne marki Hunter, dokładnie model Savoy w kolorze czarnym. Jednak tym razem chodzą za mną takie w kolorze Ruby. Jeśli miałabym je zakupić, to wybrałabym tym razem wersję short. A do nich dorzuciłabym cieplutkie ponczo i lakier essie w podobnym odcieniu :) 

Nie ukrywam, że od dnia premiery kuszą mnie też nowe The Sims 4. Pomimo, że nie jestem długodystansowym graczem i bardzo szybko się nudzę tego typy grami, to nie zmienia to faktu, że zawsze z wielką ekscytacją instalowałam nowe dodatki do The Sims 3. Szalenie ciekawa byłam nowych rozwiązań w grze. Tym razem nie jest inaczej. Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, co tym razem twórcy mieli do zaoferowania. 

Kto lubi dyniowe specjały? Ja, ja... Uwielbiam sezon na dynię. Dlatego na moją jesienną wishlistę trafia świeca Yankee Candle o zapachu Pumpkin Cupcake i metalowe pudełko do transportowania moich ulubionych dyniowych muffinów. Koniecznie muszę wybrać się też do Starbucks na słynną Pumpkin Spice Latte. Przyznam się, że jeszcze nie miałam przyjemności jej zasmakować.

Marzy mi się również nowy zapach na sezon jesienno-zimowy. Już od jakiegoś czasu na moim celowniku jest Sexy Amber od Michaela Corsa. Zapach ciepły, uwodzicielki i bardzo zmysłowy. Obiecałam sobie również, że jak zdenkuję mój obecny róż, to sprawie sobie w końcu kultowy już Well Dressed od Maca. Lepiej jednak jak zacznę rozglądać się za tańszym odpowiednikiem, bo jak denka nie było, tak nie ma :)

sobota, 23 sierpnia 2014

Bohaterowie dnia codziennego czyli mój codzienny makijaż

Ulubione kosmetyki kolorowe na codzień

Jeśli pragnę, aby mój codzienny makijaż wyglądał nienagannie, to właśnie te kosmetyki przychodzą mi z pomocą już od dłuższego czasu. Muszę przyznać, że przedstawione produkty sprawdzają się u mnie bardzo dobrze. A że urodą nie grzeszę, pozwalają mi na niemałą metamorfozę :)

Odkąd na naszym kontynencie zaczął się boom na koreańskie kremy BB, całkowicie im uległam. Obecnie mój wybór padł na wielofunkcyjny krem Skin79 Purple Super Plus BB. [1] Idealnie stapia się z moją skórą. Ponadto wyróżnia się tym, że nie zawiera parabenów, olejów mineralnych i olejów zwierzęcych. Myślę, że na dłużej zostanie ze mną. Nakładam go płaskim pędzlem z ecotools i jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. 

Do zakrywania wszelkich niedoskonałości hiciorem okazał się Pro Longwear Concealer od MACa. [2] Jak obiecuje producent, produkt jest naprawdę długodystansowcem. Cały dzień potrafi być na swoim miejscu. Równie dobrze sprawdza się pod oczy. To jedyny korektor jaki miałam, który nie wchodzi w załamania. Aczkolwiek pod oczy polecam go jedynie na specjalne okazje, bo jego formuła może niekorzystnie działać na tak delikatną skórę. Muszę wspomnieć jeszcze, że dozowanie odpowiedniej ilości produktu za pomocą wbudowanej pompki jest mocno utrudnione.

Długo szukałam zamiennika bazy Yoko Virtual i nareszcie znalazłam. Niestety natura obdarzyła mnie bardzo, ale to bardzo, tłustymi powiekami. Cienie dosłownie spływają u mnie. Próbowałam wielu baz, jednak to produkt z Artdeco [3] był odpowiedzią na moje potrzeby. Zapewnia trwałość moim cieniom przez wiele godzin i do tego bardzo łatwo się aplikuje, czego nie mogłam powiedzieć o bazie Yoko Virtual. Mam tą bazę już od ponad roku, jak nie więcej, i w ogóle nie zmieniła swojej konsystencji. Do tego jest szalenie wydajna.

Na serum do rzęs Eveline Advance Volumiere [4] dałam się skusić zupełnie przez przypadek. Nie żałuję, ponieważ moje rzęsy bardzo na tym skorzystały. Zauważyłam też, że serum to znacząco przedłuża trwałość tuszu. Może uratować osypującego się bubla. Co ważne, rzęsy należy tuszować zaraz po nałożeniu odżywki, nie pozwalając jej zaschnąć na naszych rzęsach. Im szybciej tym lepiej.

A jeśli już o mowa o tuszach do rzęs to moim one and only od wielu lat jest maskara Masterpiece MAX‎ od MaxFactor. [5] Próbowałam wielu tuszy, ale tylko ta daje oczekiwany efekt na moich rzęsach. Bardzo zadowolona byłam również z Hypnose od Lancome, ale cena dla mnie jest zaporowa. Zwłaszcza, że to jedyny kosmetyk kolorowy, który kupuję w ilościach hurtowych z uwagi na duże zużycie.

Cienie do powiek i wszelkiej maści paletki to moje małe zboczenie. Zawsze znajdzie się miejsce w mojej kosmetyczce na kolejną paletkę :) Kocham eksperymentować z cieniami. Nic tak nie podkreśla urody jak pięknie podkreślone i wykonturowane oko. Tak szczerze to nie mam swojej ulubionej paletki. Lubię Sleek'a [6] ale wiem, że jutro pewnie przygarnę kolejną paletkę :)

A teraz coś, co moje brwi od razu pokochały. Maybelline Color Tattoo Permanent Taupe [7] to mój wielki ulubieniec. Na zdjęciach do posta o moich nowościach w kosmetyczce można zauważyć, że jestem również posiadaczką legendarnego Aqua Brown od Make Up For Ever
Niestety bardzo żałuje tego zakupu. Kolor pomimo, że pomagały mi go dobrać konsultantki z Sephory, okazał się nietrafiony [wpadał w zbyt ciepłe tony]. Do tego po 2-3 godzinach znikał z moich brwi. Przy nim Color Tattoo to kosmetyk wszech-czasów. Nie dość, że ma uniwersalny odcień dający naturalny efekt na brwiach, rozsądną cenę, to jeszcze jego trwałość jest dla mnie satysfakcjonująca.

Róż jak róż, mam ich dość sporo. Nawet lubię te od Wibo. [8] Jednak skrycie marzę o różu od MACa w kolorze Well Dressed :)

The Balm Bahama Mama  [9] to mój kolejny ulubieniec. Kocham go za piękny chłodny odcień i trwałość. Nie jest to kosmetyk tani, ale wart swojej ceny.

Na zakup ColorStay Mineral Finishing Powder od Revlon w odcieniu 010 (Brighten) [10] zdecydowałam się w ciemno. Nie żałuję jednak. Daje on delikatny efekt rozświetlenia w postaci tafli. Do tego jest szalenie wydajny. Czy kupię go ponownie? Tak, za 50 lat, o ile uda mi się go zdenkować w tak krótkim czasie przy codziennym użytkowaniu ;)

Pudru Stay Matt od Rimmel [11] oraz fixującego pudru z Artdeco [12] używam szczególnie latem, kiedy chce bardziej zmatowić skórę i zadbać o to, że makijaż dłużej wyglądał nienagannie.

Jak można zauważyć w zestawieniu moich makijażowych bohaterów nie uwzględniłam żadnych pomadek ani błyszczyków. Pewnie dlatego, że prawie w ogóle nie maluje ust do pracy. Czasami zdarza mi się, jak gdzieś wieczorem wychodzę. Ale na co dzień bardzo rzadko.

Ciekawa jestem jak to wygląda u Was - też używacie tylu kosmetyków na co dzień czy raczej stawiacie na makijażowy minimalizm? :)

sobota, 1 czerwca 2013

Majowi faworyci!

blog lifestylowy


Postanowiłam dzisiaj podsumować maj robiąc collage z rzeczy, które szczególnie przypadły mi do gustu w mijającym miesiącu. 

Maj pachniał mi Musc Intense Narciso Rodrigueza. Jestem oczarowana tym zapachem. Jest bardzo zmysłowy, intrygujący, tajemniczy i ciepły. Zawiera nuty piżma, ylang-ylang, jaśminu i kwiatu pomarańczy. 

Kolejne dwa produkty, które odmieniły moje życie to krem BB Skin79 Hot Pink i Effaclar Duo La Roche Posay. Długo się wzbraniałam przed ich kupnem i byłam bardzo sceptycznie nastawiona co do ich cudownego działania. W końcu się skusiłam i muszę szczerze przyznać, że moja cera nigdy nie wyglądała lepiej. Zaznaczyć muszę, że zawsze miałam dość problemową skórę, mieszaną, ze skłonnością do wyprysków. Także nie sądziłam, że doczekam czasów kiedy moja cera będzie wolna od niedoskonałości. Oba produkty sprawiają, że produkcja sebum jest pod stałą kontrolą. Skóra jest przyjemnie zmatowiona, rozświetlona a koloryt pięknie wyrównany. Nawet po całym dniu jestem zachwycona efektem. Ponadto, chciałam zauważyć, Hot Pink rewelacyjnie sprawdza się na skórze pod oczami. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie tym, że nie podkreśla zmarszczek mimicznych, nie warzy się i nie podrażnia.

Z kolorówki moje serce zdobyła pomadka nawilżająca Wibo Eliksir w kolorze 05. Udało się mi ją zdobyć po przecenie w Rossmannie i bardzo się polubiłyśmy od tamtego czasu. 

Och i "Wielki Gatsby". Krytycy jednogłośnie uznali film na klapę. Ja natomiast uważam go za świetnie spędzony czas w kinie i już na drugi dzień miałam ochotę obejrzeć go po raz kolejny. Nie nazwałabym siebie mało wymagającym widzem, bo tak nie jest. Ale coś w tym filmie było szczególnego, co mnie urzekło i ciągle nie mogę rozgryź co to jest. Może boski Leo? :) Nigdy nie byłam fanką jego wdzięków, cenie go jako aktora, co się przejawia tym, że po kilka razy oglądam filmy z jego udziałem, ale muszę przyznać, że jako Gatsby był naprawdę czaaaarujący :)
Film nakręcony z dużym rozmachem, urzeka klimatem. Jest bajecznie kolorowy. A 3D dodatkowo potęguje ten efekt. Dla niektórych to może być przerost formy nad treścią. Dla mnie, po naprawdę ciężkim i stresującym dniu, był błogim oderwaniem od rzeczywistości. 

I było jeszcze coś w ostatnim miesiącu, co skutecznie poprawiało mi humor. Robin Thicke i koledzy :) 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...